5/10

Cześć! Witamy Cię w bieszczadzkiej grze terenowej!
Jesteś na punkcie 5 z 10 gry „Tropem ciszy, chilloutu i natury ”.
Ten przystanek opowie Ci o bieszczadzkiej przestrzeni.
Poprzedni przystanek – punkt 4 z 10 – opowiadał o odpoczynku nad wodą.

Bieszczadzka gościnność – architektura przestrzeni, zielone podwórka.
Przestrzeń jako luksus – bieszczadzki bunt przeciw ciasnocie.
Kiedy po całym dniu wędrówki docieracie do bieszczadzkiego pensjonatu, agroturystyki czy domku, pierwszą rzeczą, która uderza, jest… oddech. Tutaj nikt nie buduje płotu w płot z sąsiadem. Bieszczadzka baza noclegowa i gastronomiczna rządzi się jedną, nadrzędną zasadą: luksusem jest przestrzeń, a największą dekoracją – nienaruszona natura.
Wchodząc na podwórko tutejszych obiektów, zamiast równo przystrzyżonej kostki brukowej i zabetonowanych parkingów, znajdziecie rozległe, zielone łąki, naturalne ogrody, stare sady owocowe i miejsca na ognisko otoczone dzikimi zaroślami. Wszędzie dba się o to, by ingerencja w grunt była jak najmniejsza. Zamiast wielkich hoteli-kombinatów dominują tu klimatyczne chaty, które wtapiają się w krajobraz, zamiast go dominować. To świadomy wybór bieszczadzkich gospodarzy, którzy wiedzą, że turyści przyjeżdżają tu kupić to, czego w miastach brakuje najbardziej: ciszę, intymność i poczucie, że jest się w środku dzikiego świata.
Bieszczady a Podhale, czyli dwie różne filozofie gór.
Aby w pełni docenić to, co dzieje się w Bieszczadach, warto zestawić je z innymi popularnymi regionami turystycznymi w Polsce, na przykład z Podhalem czy Karkonoszami. Tam turystyka poszła w kierunku maksymalnej komercjalizacji i intensywnej zabudowy. W Zakopanem czy Karpaczu każdy metr kwadratowy działki jest na wagę złota, co często prowadzi do powstawania ogromnych, betonowych apartamentowców, ciasno upakowanych pensjonatów i wszechobecnego blichtru, w którym natura staje się jedynie tłem dla straganów. Podhale tętni życiem, ale też przytłacza bodźcami.
Bieszczady wybrały zupełnie inną drogę – drogę turystyki zrównoważonej (eko-turystyki). Tutaj komercja przegrywa z szacunkiem do krajobrazu. Zamiast głośnych deptaków i neonów, bieszczadzkie restauracje i karczmy oferują tarasy widokowe, z których patrzy się na las, a nie na zaparkowane samochody. To miejsce, gdzie architektura ma słuchać natury, a nie ją zagłuszać.
Rys historyczny: dlaczego Bieszczady mają tak dużo przestrzeni?
Ta niezwykła obfitość wolnego miejsca i zieleni wokół bieszczadzkich zabudowań ma swoje głębokie, choć bolesne korzenie w historii. Przed II wojną światową doliny bieszczadzkie (w tym Smerek, Wetlina czy Strzebowiska) były gęsto zaludnione. Dom stał obok domu, a każdy skrawek ziemi był wydarty puszczy pod uprawę. Wszystko zmieniło się dramatycznie w latach 1944–1947 w wyniku wysiedleń ludności ukraińskiej i bojkowskiej oraz akcji „Wisła”. Tętniące życiem wsie zniknęły z powierzchni ziemi, a ich zabudowania zostały spalone lub rozebrane.
Przez kolejne dekady Bieszczady były wielką, pustą „dziką strefą”, którą natura zaczęła gwałtownie zarastać. Państwo przejęło ogromne połacie ziemi, tworząc Państwowe Gospodarstwa Rolne (PGR-y) lub wielkie kompleksy leśne. Kiedy w latach 70. i 80. zaczęli tu przybywać pierwsi osadnicy, artyści i wolne duchy (nazywani bieszczadzkimi zakapiorami), kupowali ogromne, wielohektarowe działki za bezcen. To właśnie te gigantyczne, dawne państwowe lub wysiedlone grunty dały współczesnym Bieszczadom to, czego nie ma żaden inny region w Polsce – przestrzeń. Dzisiejsze zielone podwórka pensjonatów to często dawne bojkowskie ogrody lub pastwiska, które nowi właściciele postanowili ocalić od zabetonowania.
Nowi osadnicy, czyli bieszczadzki „rzuć wszystko i wyjedź” w praktyce.
Mówiąc o wolnej przestrzeni i ucieczce od betonozy, trzeba jasno powiedzieć, kto stoi za tymi zielonymi podwórkami. Współczesne Bieszczady zostały w dużej mierze ukształtowane przez ludzi, którzy sami uciekli z wielkich miast. Właściciele tutejszych klimatycznych pensjonatów, agroturystyk, rzemieślniczych piekarni czy lokalnych karczm to bardzo często dawni menedżerowie z Warszawy, Krakowa czy Wrocławia, pracownicy korporacji, architekci i zmęczeni pędem życia przedsiębiorcy.
Dla nich budowa biznesu w Smereku czy Wetlinie nie była chłodną kalkulacją deweloperską, ale realizacją życiowego marzenia o wolności. Ponieważ sami przez lata żyli w betonie, smogu i wiecznym hałasie, doskonale wiedzą, jak bardzo człowiek potrzebuje odetchnąć. Kiedy zakładają swoje bieszczadzkie firmy, podświadomie tworzą antytezę miejskiego życia. Nie chcą budować kolejnych betonowych klocków i grodzonych parkingów – chcą, by ich goście mogli boso chodzić po trawie, pić poranną kawę z widokiem na las i doświadczać przestrzeni, której im samym w miastach tak bardzo brakowało. To właśnie ta osobista historia właścicieli sprawia, że bieszczadzkie noclegi mają duszę, a gościnność jest tu autentyczna, a nie wyuczona z hotelowych podręczników.
Filozofia Slow Food i lokalne smaki z leśnej spiżarni.
Wątek bieszczadzkiej gastronomii jest nierozerwalnie związany z tą samą ekologiczną filozofią. Bieszczadzkie restauracje i karczmy były jednymi z pierwszych w Polsce, które na masową skalę zaczęły wdrażać ideę Slow Food – jedzenia lokalnego, tradycyjnego i przygotowywanego bez pośpiechu.
Gospodarze dbają o to, by menu odzwierciedlało charakter regionu. W bieszczadzkich chatach bogatych w smaki nie szuka się wykwintnych dań z owoców morza, ale sięga po to, co daje tutejsza ziemia: legendarne naleśniki z jagodami z połonin, hreczanyki (kotlety z kaszy gryczanej i kapusty), fuczki (placki z kapusty kiszonej), sery od lokalnych hodowców kóz i owiec, pstrągi z czystych bieszczadzkich potoków oraz dania przyprawiane dzikim czosnkiem niedźwiedzim. Restauracje te bardzo często posiadają własne ogródki warzywne i zielarskie tuż obok stolików dla gości, co sprawia, że jedząc obiad, dosłownie obcuje się z bieszczadzką ziemią.
Turystyka wrażliwa zmysłowo i powrót do korzeni.
To podejście bieszczadzkich hotelarzy i restauratorów tworzy zjawisko, które psychologowie nazywają „turystyką wrażliwą zmysłowo”. Chodzi o to, że po przekroczeniu progu bieszczadzkiego gospodarstwa, Wasze zmysły zaczynają odpoczywać od miejskiego smogu elektromagnetycznego, hałasu i Betonu.
Zamiast szumu klimatyzatora słyszycie świerszcze w wysokiej trawie pod oknem pokoju. Zamiast zapachu spalin czujecie woń drewna i skoszonej łąki. Wieczorem gospodarze nie zapraszają Was przed ekrany telewizorów w hotelowym lobby, ale rozpalają potężne ognisko na środku zielonego podwórka, wokół którego gromadzą się ludzie z całej Polski, dzieląc się opowieściami z szlaków. W Bieszczadach odpoczywa się całym sobą – angażując wzrok w przestrzeń, słuch w ciszę i serce w autentyczne spotkanie z drugim człowiekiem. To powrót do najczystszej formy gościnności, gdzie człowiek, przestrzeń i natura stanowią jedność.
Wolność wyboru – Bieszczady jako alternatywa, a nie nakaz.
Warto jednak podkreślić, że bieszczadzkie podejście do przestrzeni nie wynika z poczucia wyższości czy negowania innych form spędzania wolnego czasu. Ogromne, luksusowe kurorty, tętniące życiem nadmorskie promenady czy nowoczesne hotele pełne technologicznych udogodnień są świetne i doskonale odpowiadają na inne ludzkie potrzeby – każdy z nas ma momenty, kiedy potrzebuje rozrywki, dynamiki i pełnej, miejskiej infrastruktury. Bieszczady nikogo nie oceniają i niczego nie narzucają. One po prostu dają wybór. Są bezpieczną przystanią i alternatywą dla tych, którzy w danym momencie swojego życia poczuli, że ich wewnętrzna bateria potrzebuje zupełnie innego rodzaju zasilania. Jeśli akurat teraz potrzebujesz odpiąć się od sieci, schować głęboko zegarek i zanurzyć się w zielonej ciszy, bieszczadzcy gospodarze otwierają przed Tobą swoje szerokie, nieogrodzone podwórka, dając Ci dokładnie to, czego w tej chwili szukasz.
To już koniec opowieści o bieszczadzkiej przestrzeni.
Do zobaczenia na punkcie szóstym, gdzie dowiesz się o samotnikach w górach.

Mamy dla Ciebie jeszcze zabawę interaktywną – WYKREŚLANKA O PRZESTRZENI.

Nagrody!
Smaczny bonus na początek!
Mamy dla Ciebie coś specjalnego, by zregenerować siły po bieszczadzkich wędrówkach. Każdy, kto weźmie udział w naszych grach, otrzymuje 5% rabatu na pyszne jedzenie w naszej Oberży! Pełne menu jest dostępne na naszej stronie. Zobacz nasze MENU
Wystarczy, że:
– zrobisz zdjęcie z tabliczką gry w tle,
– udostępnisz na instagramie albo facebooku posta, rolkę albo relację,
– oznaczysz Przystanek Smerek i dodasz #bieszczadzkiegryterenowe.
A my zadbamy o to, abyś mógł rozsmakować się w naszej kuchni w jeszcze lepszej cenie. To nasza forma podziękowania za wspólną zabawę! Rabat w Oberży to nagroda, którą otrzymuje każdy, ale to nie wszystko! Przygotowaliśmy dla Was całą pulę dodatkowych nagród – zarówno dla mistrzów poszczególnych tras, jak i dla zdobywcy Nagrody Głównej całego sezonu. Więcej szczegółów jest na stronie głównej bieszczadzkich gier terenowych Zobacz NAGRODY



